Wywiad z krsnikiem – recenzja anime „Trinity Blood”

Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że w Japonii obok mangi i anime funkcjonuje równolegle trzecie bardzo popularne medium, w postaci tzw. „light novels” (raito noberu). Są to bogato ilustrowane (w stylu mangowo-anime’owym, jakżeby inaczej) książki, których targetem jest przede wszystkim (podobnie jak ma to miejsce w przypadku mang i anime) młodzież w wieku szkolnym i studenckim. Trinity Blood jest przykładem historii, która narodziła się właśnie jako light novel, później stała się mangą, by w końcu zostać zekranizowana jako anime, które właśnie zamierzam wam przedstawić.

.

トリニティ・ブラッド Trinity Blood
Produkcja: GONZO
Reżyseria: Tomohiro Jirata
Liczba odcinków: 24

Akcja Trinity Blood osadzona jest w bliżej nieokreślonej, postapokaliptycznej przyszłości. Praktycznie cała Ziemia znajduje się w stanie zimnej wojny między dwoma stronnictwami: reprezentującym ludzi Watykanem i Imperium wampirów (którzy wolą siebie samych nazywać Matuzalemami, ludzi zaś – Terranami). Zarówno papież, jak i cesarzowa pragną w rzeczywistości pokoju, jednak na drodze stoją jak zwykle – ludzkie (i wampirze) przesądy i polityka. Głównym bohaterem opowieści jest natomiast ojciec Abel Nightroad, agent AX – jednostki specjalnej Ministerstwa Spraw Sakralnych. Abel jest niezwykły nawet w tym bardzo niezwykłym świecie. Jest bowiem krsnikiem – wampirem żywiącym się wampirami…

Trinity Blood serwuje nam bardzo ciekawie skonstruowany świat. Mamy tu swoistą mieszankę s-f i fantasy. Z jednej strony mamy bowiem „zaginioną technologię” objawiającą się choćby w postaci statków powietrznych, z Żelazną Dziewicą – flagowym okrętem AX – na czele, z drugiej zaś mamy klasycznie fantastyczne wampiry, które dysponują nawet swego rodzaju magią, choć nie gardzą też nowinkami technicznymi. Szczytem wszystkiego są krsniki, które mienią się wampirami, a jak przekonujemy się dość szybko, funkcjonują na bazie nanotechnologii.

Specyficzny klimat anime budują w dużej mierze nawiązania, i to nie tylko biblijne. Imiona większości postaci niosą ze sobą ciężar historyczny bądź legendarny. Przykładem mogą być Katarzyna Sforza, William Wordsworth, Salomon, Set, czy nawet (sic!) Wacław Hawel. Wbrew sugestywnemu tytułowi, nie dostrzegłem jakiegoś nawału nawiązań biblijnych, oczywiście poza imieniem głównego bohatera. No i jego nemesis, którego imię i naturę każdy chyba potrafi odgadnąć… Warto też dodać, że postacie są dość ciekawe, choć mniej lub bardziej sztampowe. Wyjątkowy jest chyba tylko mój ulubieniec – ojciec Tres.

Mimo, że anime jest wcale niezłe, muszę niestety wytknąć mu to i owo. Pierwsze i najważniejsze, to nadmierne „inspiracje” czerpane z kultowego Triguna. Właściwie można powiedzieć, że wyrwano z niego spory kawałek szkieletu fabuły, choć na szczęście osadzono go w na tyle innym ciele, że da się to przełknąć. No i przynajmniej twórcy zastosowali się do starej reguły: „jeżeli już zżynać, to od najlepszych”. Bardziej odczuwalne były dla mnie luki fabularne, które miejscami są na tyle duże, że nie tylko wielbłąd, ale wręcz słoń się przeciśnie. Przypuszczam, że te właśnie dziury, jak i niewielka w sumie ilość informacji o świecie przedstawionym, to straty, jakie powstały przy przejściu z formy książkowej.

Trinity Blood w encyklopedii ANN
Trinity Blood na AniDB
Opening na YouTube
Ending na YouTube
Rekomendacje Anime-Planet

0 Responses to “Wywiad z krsnikiem – recenzja anime „Trinity Blood””



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




Kategorie

Archiwa


%d bloggers like this: