Same thing we do every night – recenzja anime „Code Geass” i „R2”

Po raz drugi podchodzę do recenzji anime, które zostało podzielone na dwie części. O ile jednak w przypadku Black Lagoon podział nie miał większego znaczenia i łatwo było mówić o kolejnych seriach, o tyle w przypadku Code Geass sytuacja jest z goła inna – mamy tu bowiem jedną historię, stanowiącą zamkniętą całość i podzieloną na pół. Z przyczyn marketingowych zapewne. Ten podział doprowadził też do zmian w R2 (spowodowanych przesunięciem godzin nadawania), co z kolei wywołało burzę wśród zagorzałych fanów, których Code Geass dorobiło się po pierwszej serii. Ja na szczęście o rzadnych zmianach nie wiedziałem, więc w błogiej nieświadomości z przyjemnością oglądnąłem CD od początku do końca.

コードギアス 反逆のルルーシュ Code Geass:
Lelouch of the Rebellion
(KŌDO GYASSU hangyaku no RURŪSHU) Code Geass:
Buntownik Lelouch
コードギアス 反逆のルルーシュ R2 Code Geass:
Lelouch of the Rebellion R2
(KŌDO GYASSU hangyaku no RURŪSHU R2) Code Geass:
Buntownik Lelouch R2
Produkcja: Sunrise
Reżyseria: Sunao Katabuchi
Liczba odcinków: 25 + 25

Alternatywna rzeczywistość, niedaleka przyszłość. Połową świata rządzi niepodzielnie Imperium Brytyjskie i ma najwyraźniej chrapkę na drugą połowę, zwłaszcza, że jedyne większe mocarstwa to Federacja Chińska i słabujące Uniwersum Europejskie. Jednym z ostatnich nabytków Imperium jest Strefa Jedenasta, dawniej nazywana Japonią. Mieszkający w niej brytyjski uczeń imieniem Lelouch Lamperouge (nie pytajcie mnie, jak Brytyjczyk może się tak nazywać) w wyniku niesamowitego splotu wydarzeń otrzymuje od tajemniczej C.C. moc, pozwalającą wydać każdej osobie, której zajrzy w oczy, jeden jedyny rozkaz, który będzie musiała bezwzględnie wykonać. Lelouch postanawia wykorzystać potęgę Geassu do obalenia imperatora Charlesa, do którego chowa osobistą urazę. A trzeba też dodać, że chłopak jest świetnym aktorem, charyzmatycznym przywódcą i genialnym strategiem…

Code Geass to jedno z tych anime z naprawdę skomplikowaną, wielowątkową i zawiłą fabułą. Zwroty akcji spotykamy niemal na każdym kroku, przy czym większość z nich nie jest tylko pobieżnymi powikłaniami, lecz trwale wpływa na dalsze losy bohaterów. Większość z nich nie jest też przypadkowo dobrana i ma powiązanie z głównym wątkiem, choć nie zabrakło również drobnych, pobocznych historii służących pogłębieniu bohaterów drugoplanowych, czy po prostu rozładowaniu napięcia – by móc potem zbudować je z powrotem. Trzeba też przyznać, że anime to obfituje w momenty w których można z zaskoczenia spaść z kszesła. Niektóre niespodzianki przygotowane przez twórców uderzają z siła miny przeciwpiechotnej.

Pierwsze skrzypce gra tu oczywiście Lelouch. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałem głównego bohatera, który byłby tak bardzo głównym bohaterem. Wszystko co oglądamy splata się w okół niego i nawet kiedy nie jest obecny na scenie, nieustannie o nim myślimy. Co ciekawe, o ile widz łatwo utożsamia się z marzeniami chłopaka, o tyle jego metody aż do ostatnich odcinków wzbudzają niechęć i wydają się „niesłuszne”. Początkowo w opozycji do „czarnego” Leloucha staje „biały” Suzaku, przyjaciel z dzieciństwa, pragnący osiągnąć to samo w bardziej pokojowy sposób. Szybko jednak okazuje się, że jego droga wcale nie będzie taka czysta, jakby tego chciał. Koniec końców, żadnego z nich nie można jednoznacznie nazwać „złym” czy „dobrym”. Są po prostu ludźmi, co chwilę dokonywują wyborów, często natury moralnej.

Nie można mówić o tym anime i nie wspomnieć o jego oprawie graficznej. Wprawdzie jest to w dużej mierze kwestia gustu, ale muszę przyznać, że mało widziałem rzeczy, których oprawa wizualna podobała mi się tak bardzo jak w CD. Niewątpliwie ogromne zasługi ma tu legendarna grupa mangaków CLAMP, której powierzono design postaci. Wspaniała jest również animacja – wystarczy wspomnieć na teatralne gesty Leloucha (do których ten ma przerażające wręcz skłonności). Nie zabrakło także efektownych efektów specjalnych. O muzyce się nie powinienem wypowiadać, bo w dzieciństwie olifant mi nadepnął na ucho, ale zaryzykuję stwierdzenie, że jest dobra. Może nawet bardzo. Najsłabszym punktem są w tej kwestii endingi i – zwłaszcza – ostatni opening, ale przecież nie ma rzeczy doskonałych…

Code Geass w encyklopedii ANN
R2 w encyklopedii ANN
Code Geass na AniDB
R2 na AniDB
Opening 1 na YouTube
Ending 2 na YouTube
Rekomendacje Anime-Planet
Rekomendacje Anime-Planet do R2

2 Responses to “Same thing we do every night – recenzja anime „Code Geass” i „R2””


  1. 1 vojtechjan 01.11.08 o 12:44

    ALL HAIL BRITANNIA ALL HAIL LELOUCH!

  2. 2 mizuuumi 29.08.09 o 15:03

    Niedawno skończyłam oglądać przygody pana Leloucha i jego bandy i do dziś to anime siedzi mi w głowie. Nie dość, że posiada ciekawych bohaterów, wspaniałą grafikę to jeszcze, a może przede wszystkim, zachwyca fabułą. Strasznie mnie urzekła. Po oglądnięciu tej serii można sobie zadać pytanie, czy cel uświęca środki?
    Zakończenie jest jednym z lepszych, jak nie najlepszym, jakie widziałam. I do dziś się zastanawiam, czy Lulu przeżył, czy też nie. Opinie są podzielone. Z jednej strony bym chciała, żeby tak było, ale z drugiej niech pozostanie tak jak jest.
    Co do muzyki to jest bardzo dobrze dobrana, szczególnie podoba mi się utwór na koniec ostatniego odcinka. Ostatnimi czasy słucham go na okrągło.

    No to by było na tyle, więcej napiszę u siebie w recenzji:P


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




Kategorie

Archiwa


%d bloggers like this: