Wczoraj nie umiera nigdy – recenzja anime „Baccano!”

Baccano!Jest wiele rzeczy, za które uwielbiam anime. Najważniejszą z nich jest chyba fakt, że zawsze potrafią sprawić człowiekowi niespodziankę. Po obejrzeniu Melancholii Haruhi Suzuiyi nie wyobrażałem sobie, by można mnie było zaskoczyć chronologią, czy może raczej achronologią wydarzeń. Oczywiście, zgodnie z zasadami przyczynowości narracyjnej, musiałem zostać z tej pewności siebie gwałtownie wytrącony. Jeżeli podczas oglądania Melancholii parę razy czułem się lekko zdziwiony nagłym przeskokiem akcji, to przy Baccano! zdarzało mi się zadawać sobie pytania w stylu: „Zaraz, teraz akcja toczy się później, czy wcześniej niż wtedy?”

バッカーノ! Baccano!
Produkcja: Brains Base
Reżyseria: Takahiro Omori
Liczba odcinków: 13

Rok 1931. Transkontynentalny parowóz o jakże wdzięcznej nazwie „Flying Pussyfoot” (sic!) wyrusza w kolejną podróż do Nowego Jorku. Wśród jego pasażerów znajduje się para złodziei – choć może „łobuzy”, albo nawet „błazny” byłoby lepszym słowem – Isaac Dian i Miria Harvent. Jadą odwiedzić Firo Prochainezo i Ennis, których poznają rok wcześniej. W ich przygodzie sprzed roku uczestniczyli również czekający obecnie na stacji bracia Keith, Berga i Luck Gandor, oraz Maiza Avaro, którego inny stary znajomy – Czesław Meyer – również jedzie pociągiem. Podróż będzie iście ciekawa, gdyż uczestniczą w niej Claire Stanfield, mafijny zabójca, Ludzie w Białych Garniturach Ladda Russo, mający w planach wymordować połowę pasażerów, a za resztę żądać okupu, chyba, że ich jednak również zabiją, Ludzie w Czarnych Garniturach (w tym fanatyczna Chane Laforet), mający zamiar sterroryzować gubernatora, porywając jego żonę i córkę, oraz banda Nice Holystone i Jacuzzi Splotta, zamierzająca zaledwie dokonać kradzieży. Za pociągiem podąża tajemniczy Rail Tracer, szpieg z krainy… Chciałem powiedzieć: potwór. To wszystko spróbują później ogarnąć ludzie z Daily Days, którzy mieli również swojego człowieka w pociągu, ale w roku 1931 bardziej zajęci byli rozwiązywaniem zagadki Dallasa Genoardo, zaginionego od dwóch lat, a obecnie bezskutecznie poszukiwanego przez siostrę Eve, oraz jedną z rodzin mafijnych, której najwyraźniej nadepnął na odcisk…

Zdjęcie z jednego z napadów Issaca i Mirii. Stylu nie sposób im odmówić, chociaż mało kto by pewnie taki chciał...

Zdjęcie jednego z napadów Isaaca i Mirii. Mają styl. Nikt inny go nie chciał.

No i po co rozpisuje się tyle o fabule i wymieniam aż tyle postaci? Odpowiedź jest prosta – inaczej nie potrafię. Wszystkie trzy wątki fabularne (1930, 31, 32) są równie ważne i mocno ze sobą związane, a jednocześnie stanowią odrębne historie. Nie ma również – jak dowiadujemy się na początku pierwszego odcinka – głównego bohatera. A raczej jest niezwykle wielu głównych bohaterów. Perspektywa zmienia się tu z każdą sceną, a całość naprawdę opowiada o każdym z osobna i o wszystkich razem. Dodajmy jeszcze fakt, że nie wymieniłem ani wszystkich ważniejszych postaci, ani nawet wszystkich większych historii i wszystkich „okresów” w których toczy się akcja… Baccano! ma zdecydowanie jedną z najbardziej skomplikowanych, złożonych, zwiniętych, pogiętych i związanych kokardką fabuł z jakimi kiedykolwiek miałem do czynienia.

Taka ilość komplikacji w fabule jest na dłuższą metę niebezpieczna. I rzeczywiście, producentom nie udało się uniknąć pewnych drobnych nieścisłości, zostawili parę drobnych wątków niedokończonych, parę zahaczek niewykorzystanych. Nie można tu bynajmniej mówić o zmarnowanym potencjale – Baccano! jest świetne fabularnie. Nie mniej jednak nie sposób odnieść wrażenia, że mogłoby być lepsze. To wszystko blednie jednak przy drugim „problemie”. Otóż Baccano! ma świetny „filmowy” klimat, budowany przez muzykę, rewelacyjny opening i wartką akcję. Ma też świetne sceny komediowe, głównie za sprawą Isaaca i Mirii – w tego pierwszego zresztą wcielił się Masaya „Vash the Stampede” Onosaka. Baccano! ma też, nie wiedzieć czemu, elementy gore. Całe mnóstwo. Od sceny zabicia szczura młotkiem, przez ucięte kończyny i postrzały, po wymyślne tortury. Mogę zrozumieć chęć zrobienia czegoś poważnego, czegoś dla dojrzałego czytelnika, ale to, co się dzieje w Baccano! jest naprawdę smutne. Poza nielicznymi przypadkami (patrz screenshot poniżej), naturalistyczne pokazywanie przemocy jest zupełnie niepotrzebne i psuje odbiór całości.

Niewykorzystany potencjał, czyli pan Tic i jego nożyczki.

Niewykorzystany potencjał, czyli Pan Tic i jego nożyczki.


Baccano! w encyklopedii ANN
Baccano! na AniDB
Opening na YouTube
Rekomendacje Anime-Planet

0 Responses to “Wczoraj nie umiera nigdy – recenzja anime „Baccano!””



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




Kategorie

Archiwa


%d bloggers like this: