Zbrodnia Ikara- recenzja anime „Tentai senshi Sunred”

Tentai senshi Sunred

Czarne chmury zbierają się nad miastem Kawasaki w prefekturze Kanagawa. Tajemnicza organizacja Florsheim, planująca przejęcie władzy nad światem, założyła tu bazę i sprowadziła stado grożnych potworów, którym przewodzi generał Wamp. Jest tylko jeden człowiek – jeden bohater – zdolny ich powstrzymać: Kosmiczny Wojownik Sunred… Tyle, że Sunred nie pali się specjalnie do powstrzymywania. Woli leniwie spędzać dni na oglądaniu telewizji albo graniu w pachinko – o ile jego dziewczyna Kayoko, na której utrzymaniu żyje, odpali mu jakieś kieszonkowe. Szczęściem Florsheim za pierwszy krok na drodze do zdobycia władzy nad światem obrało zlikwiodowanie Sunreda. A po za tym są bardzo uprzejmi dla sąsiadów, mili w obyciu i zawsze chętni do pomocy. Więc w sumie te czarne chmury zebrały się nieco na wyrost…

Sunred demonstruje niezwykle wyrafinowaną technikę Stąpającego Strusia.

Sunred demonstruje niezwykle wyrafinowaną technikę Stąpającego Strusia.

Jak już każdy zapewne się domyślił, Tentai senshi Sunred nie jest zwykłą opowieścią o walce dobra ze złem – cokolwiek narrator by nie powtarzał co odcinek. Wbrew jednak temu, co można sądzić po wprowadzeniu w fabułę, Sunred nie jest też zwykłą parodią… a przynajmniej nie tylko. Owszem, mamy tu typowe krzywe zwierciadło: ciapowate i przesadnie uprzejme czarne charaktery przeciwstawione aspołecznemu bohaterowi. Wątki ataków na Sunreda jednak – choć nieustannie zabawne – są jedynie częścią tej serii. A raczej niewielkimi częściami, gdyż większość odcinków składa się z luźno – bądź wcale – powiązanych scenek. Ale czy taki model nie jest przypadkiem stosowany często w anime, które anglosasi nazywają „slice of life” („plasterek życia”), bo opierają się one na humorystycznych scenkach wyciętych jakby żywcem z życia codziennego? Jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, Sunred naprawdę jest taką właśnie serią…

Generał Wamp i jedno z jego ulubionych zajęć - sprzątanie.

Generał Wamp i jedno z jego ulubionych zajęć - sprzątanie.

Najsilniejszy punkt Sunred tkwi w pewnym wybiegu, który zastosowali twórcy. Otórz potwory Florsheimu są dla mieszkańców Kawasaki – i całego świata – czymś najzupełniej normalnym, od ludzi różnią się właściwie tylko nazwą, bo nawet na wygląd nikt nie zwraca szczególnej uwagi – ot taka mniejszość etniczna. A wszelkie wzmianki o przejęciu władzy nad światem i atakowaniu Sunreda traktowane są jak niegroźne hobby, co zresztą nie jest takie dalekie od prawdy. W efekcie czytelnik obserwuje „codzienność” grupki frajerów… przepraszam, „niezwykle groźnych potworów”, która śmieszy poprzez pokazanie różnych niefortunnych przypadków codziennego życia, poprzez zestawienie ich z wizerunkiem konfliktu dobra ze złem i wreszcie jako satyra na społeczeństwo japońskie.

DUU-DUU-DUU DUU-DII-DUU DUU-DII-DUU

duu-duu-duu, duu-dii-duu, duu-dii-duu

Żeby nie było zbyt pięknie, Sunred ma jednak pewne wady. Pierwszą rzucającą się w oczy jest grafika. O ile jeszcze postacie są zaprojektowane całkiem nieźle, a prosta animacja się sprawdza, o tyle tła wołają o pomstę do nieba. Rozumiem, że takie było założenie artystyczne, ale i tak mi się to nie podoba. Zrobiłbym lepsze choćby z tego względu, że dysponuję wysoce zaawansowanym wynalazkiem jakim jest linijka. Drugim problemem jest dość szeroki wachlarz poczucia humoru. Zwykle coś takiego zaliczałbym na plus, jednak zwykle różnorodne poczucie humoru jest wymieszane i każdy znajdzie coś dla siebie. Tutaj natomiast mamy ścisły podział na sceny, więc każdy znajdzie coś, co znielubi. W moim przypadku były to sceny z profesjonalnym hostem, który rozśmieszył mnie w zasadzie tylko jako jednorazowy dowcip, oraz seria „Gotój z generałem Wampem”, która sprawdziłaby się świetnie w roli omake, ale w środku odcinków była raczej irytująca.

Na szczęście został mi jeden miły akcent, którym mogę tą recenzję zakończyć, a stali czytelnicy już pewnie odgadli, bo kończę tym co zwykle – openingiem. A tu twórcy nie tylko stanęli na wysokości zadania ale przeskoczyli ją i zrobili salto. Piosenka tytułowa w genialny sposób łączy w sobie idiotyczny, bohaterski patos z dużą dawką parodii i absurdu. Gdyby nie słuchać tekstu, albo chociaż pomijać niektóre wersy, można by prawie pomyśleć, że to jest na serio. Ending trochę cierpi z powodu statycznego obrazu (chyba, że ktoś wodzenie „kamerą” uznaje za dynamizm), ale rekompensuje to bardzo nastrojowym tangiem, którego słowa opiewają… knedle drobiowe. Polecam zapoznać się przynajmniej z openingiem, gdyż bardzo dobrze oddaje klimat produkcji. Innymi słowy – jest bardzo, bardzo zabawny.

Tytuł japoński: 天体戦士サンレッド
(Tentai senshi SANREDDO)
Tytuł angielski: Astro Fighter Sunred
Tytuł polski: Kosmiczny Wojownik Sunred
Animacja: AIC A.S.T.A.
Reżyseria: Seiji Kishi
Liczba odcinków: 26
ANN AniDB Opening Ending Anime-Planet TV Tropes

2 Responses to “Zbrodnia Ikara- recenzja anime „Tentai senshi Sunred””


  1. 1 Delf 15.08.09 o 21:18

    Nie myśleliście chyba, że już zrezygnowałem z pisania recenzji?
    Myśleliście?
    No dobra, dobra, powinienem był pisać więcej. Już i tak udało mi się osiągnąć sukces wrzucenia kolejnego wpisu wciągu niecałego tygodnia. Wprawdzie do ideału jednego wpisu dziennie jeszcze daleko, ale zawsze to jakiś postęp – dziś Sunred, jutro cały świat! Muhahahahaha!

  2. 2 Dwarf 16.08.09 o 14:11

    Nigdy w Ciebie nie wątpiłem. Twoja strona była na moim kompie otwierana co dziennie.🙂 Tak trzymaj. Pisz i pisz coraz więcej.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




Kategorie

Archiwa


%d bloggers like this: